Jesteśmy coraz bardziej świadomi ekologicznie i coraz łatwiej dociera do nas prawda, że zmieniając nawyki na przyjazne naturze robimy także dobry interes prywatnie; jeśli nawet na wstępnie trzeba coś zainwestować, to korzyści dla zdrowia, ale i bezpośrednio pieniądze zostające w portfelu są niemałe. Nie inaczej jest z wymianą samochodu osobowego, który jest źródłem średniej emisji, składnika smogu. Może nie tak wielkim jak ciężarówki czy autobusy, ale jednak… Czy więc to już czas, by realnie myśleć, że następny nowy samochód, który kupimy będzie elektryczny?

Odpowiedź jest prosta: wszelkie argumenty – od ekologicznych i prawnych po ekonomiczne – przemawiają za tym, by tak właśnie było. Nim jednak przejdziemy do szczegółów, warto także uświadomić sobie, że takie planowanie zakupu nowego auta w wersji elektrycznej powinno być wielopłaszczyznowe – nie tylko dobrze mieć dla niego garaż, ale i tanie „tankowanie”, a najtańsze zapewni „domowa elektrownia”, czyli panele słoneczne. Ustalając w ramach bilansu ilości potrzebnego prądu liczbę paneli, które zainstalujemy, warto więc wziąć pod uwagę energię elektryczną, którą w przyszłości przeznaczymy dla doładowania akumulatorów swoich samochodów elektrycznych.

Samochód kupujemy zazwyczaj na lata – zwłaszcza jeśli jest to pojazd nowy. W takim razie powinniśmy brać pod uwagę ewentualne zmiany, jakie w perspektywie kilku czy nawet kilkunastu lat zajdą zarówno na rynku, jak i na przykład w prawie.

Prawo zakazuje, prawo daje przywileje

A tu w przypadku samochodów napędzanych benzyną, olejem napędowym, a nawet płynnym gazem mogą nas czekać przykre niespodzianki. Są już kraje: Niemcy, Francja, Szwecja i inne, które ogłosiły ograniczenia a nawet zakaz używania na drogach pojazdów z silnikiem diesla. Można się spodziewać, że rychły koniec (podobne zakazy) dotkną także samochodów benzynowych.

Niezależnie od tego już teraz wiele miast, także polskich w ramach walki ze średnią emisją, wprowadza strefy z zakazem poruszania się pojazdów spalinowych. Można się spodziewać, że podobnie jak to było i jest z piecami-kopciuchami – takie inicjatywy będą bardzo szybko się upowszechniać. A to oznacza, że mając nawet nowiutkie autko z tradycyjnym napędem nie dojedziemy tam, gdzie trzeba pilnie załatwić sprawę lub zrobić zakupy!

Przeczytaj:

Wszyscy musimy włączyć się w walkę o zahamowanie ocieplania się klimatu i jak najszybsze przywrócenie neutralności klimatycznej naszej Planety. Wymaga to zaledwie korekty w stylu naszego życia, ale za to przyniesie oszczędności w finansach i poprawę zdrowia.

https://zielona-eskadra.pl/ocieplenie-klimatu-zaczyna-sie-w-domu-jak-na-co-dzien-dbac-o-srodowisko/

Poruszając się elektrykiem po mieście możemy też liczyć na przywileje lokalne. Tak zwana średnia emisja, generowana przez transport, to utrapienie każdej aglomeracji. Dla przeważającej ich liczby – także korki w ruchu i kłopoty z parkowaniem. W tej sytuacji wiele miast wprowadziło już – a kolejne mają w planach – strefy zakazujące wjazdu samochodów zasilanych benzyną czy olejem napędowym (Strefa Czystego Transportu).

W miejscowościach wspierających elektromobilność kierujący elektrykami mogą też być uprawnieni do korzystania z buspasów oraz parkowania za darmo w strefach płatnego parkowania.

Lista takich ulg i przywilejów z czasem będzie się wydłużać, bo nie tylko polskie miasta, ale cała Unia Europejska mocno przyspiesza walkę z emisjami, a służący temu program Green Deal (Nowy Ład Europejski) ma ogromny budżet, z którego w najbliższym czasie będą finansowane najprzeróżniejsze inicjatywy służące zeroemisyjności.

Kup elektryka, dostaniesz dopłatę

Na to, że nadszedł czas na kupowanie samochodu w wersji elektrycznej wskazuje też dostępność długo oczekiwanych dopłat ze środków publicznych.

Od 12 lipca br. w ramach programu „Mój elektryk” osoby fizyczne kupujące samochód elektryczny lub napędzany wodorem (klasyfikowany jako M1) do celów prywatnych mogą liczyć na dofinansowanie w formie dotacji w wysokości 18 750 zł, a w przypadku osób posiadających Kartę Dużej Rodziny (KDR) – 27 000 zł. Warunkiem jest wartość kupowanego pojazdu – 225 000 zł, przy czym limit ten nie ogranicza osób legitymujących się KDR. Trzeba też wiedzieć, że z dotacji nie można skorzystać nabywając pojazd o napędzie hybrydowym.

Zobacz:

Zero waste to filozofia niemarnowania i nadawania przedmiotom drugiego życia. Byśmy mogli ją skutecznie wdrażać, już firmy-producenci powinni nam to ułatwiać stosując odpowiednie opakowania – i co jeszcze?

https://zielona-eskadra.pl/zero-waste-musi-zaczynac-sie-juz-w-firmie/

Procedura ubiegania się o dotację jest bardzo prosta – wszystko odbywa się przy tym drogą elektroniczną. Po zakupie pojazdu trzeba założyć konto na stronie internetowej Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW), a następnie wypełnić i wysłać drogą elektroniczną wniosek o dofinansowanie. Po pozytywnej weryfikacji przez NFOŚiGW nastąpi zawarcie umowy o dofinansowanie, a następnie w formie refundacji wypłacona zostanie kwota dotacji.

W podobnym trybie od września br. trwa nabór do programu „Mój elektryk” w przypadku zeroemisyjnych pojazdów elektrycznych nabywanych przez przedsiębiorców i instytucje. W tym drugim przypadku poza firmami prowadzącymi działalność gospodarczą mogą to być jednostki sektora finansów publicznych, instytuty badawcze, stowarzyszenia, fundacje, spółdzielnie, rolnicy indywidualni, kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich osoby prawne oraz organizacje religijne. Inne są jednak kwoty dotacji, poza kupnem dotowany jest także leasing, a przedmiotem dofinasowania mogą być zarówno samochody osobowe jak i dostawcze o takim napędzie. Tu także obowiązuje limit 225 tys. dotyczący wartości nabywanego pojazdu i w przypadku osobowych elektryków podobne kwoty dotacji: 18 750 zł lub 27 000 zł (warunkiem dla wyższej dotacji jest przebieg roczny pojazdu co najmniej 15 tys. km). Natomiast w przypadku samochodów dostawczych dotacja jest wyższa – w zależności od przebiegu rocznego do 50 tys. zł lub do 70 tys. zł, maksymalnie do 20 proc. lub do 30 proc. kosztów kwalifikowanych).

Warto dodać, że budżet programu „Mój elektryk” wynosi 500 mln zł i jest przewidziany na okres do końca 2025 r., oczywiście o ile w związku z liczbą składanych wniosków pieniądze na dotacje nie wyczerpią się wcześniej.

Elektromobilna optymalizacja „domowej elektrowni”

Zamiast płacić za benzynę olej napędowy lub gaz i tracić czas na stacji benzynowej, w przypadku samochodu elektrycznego „tankowanie” w znacznej części możemy finalizować w domu i to bezpłatnym własnym prądem. Na dodatek w ten sposób zoptymalizujemy bilans ewentualnych rozliczeń z zakładem energetycznym dotyczący całej energii dostarczanej przez panele i ewentualnie pobieranej z sieci.

Dowiedz się:

Do elektryfikacji systemów ogrzewania w domach, które dopiero powstają skłaniają inwestorów przepisy. A jak z tym jest w domach już użytkowanych?

https://zielona-eskadra.pl/elektryfikacja-systemow-ogrzewania-jakie-rozwiazania-sa-najkorzystniejsze/

Jak to działa?

– Ilość energii, którą właściciel mikroinstalacji może odebrać z sieci zależy od jej mocy. Instalacje do 10 kW pozwalają na odebranie 80% energii oddanej do sieci, zaś instalacje powyżej 10 kW umożliwiają odbiór 70% energii oddanej do sieci. Najkorzystniej jest więc jak najwięcej energii konsumować w czasie rzeczywistym. Wtedy możliwe jest wykorzystanie 100% wyprodukowanej energii. Należy zaznaczyć, że po roku niewykorzystany w ramach opustu nadmiar energii elektrycznej staje się przychodem zakładu energetycznego, z tego względu moc instalacji PV powinna być optymalnie dobrana do przewidywanego zużycia energii – wyjaśnia Magda Turecka Menedżer ds. marki NIBE.

– Instalacja fotowoltaiczna przynosi najwięcej korzyści, kiedy zapotrzebowanie budynku na energię elektryczną jest duże. Oznacza to, że „prąd słoneczny” wykorzystywany jest nie tylko na potrzeby urządzeń elektrycznych w domu, ale także do ogrzewania budynku zimą, chłodzenia latem oraz produkcji ciepłej wody użytkowej przez cały rok. Zastosowanie systemu grzewczego na bazie pompy ciepła zasilanej energią elektryczną pozwala na efektywne wykorzystanie energii na własne potrzeby. Taką może być także ładowanie akumulatorów pojazdów elektromobilnych. Produkowana energia elektryczna bilansuje się z energią zużywaną, a rachunki za prąd sprowadzają się do niewielkich opłat stałych – dodaje Magda Turecka.

Przeczytaj:

Jak można przemieszczać się eko i jaką korzyść ma z tego środowisko a jaką my sami – oszczędzając na zdrowiu i zawartości naszych portfeli.

https://zielona-eskadra.pl/przemieszczaj-sie-eko-zalety-poruszania-sie-pieszo-na-rowerze-pojazdami-mobilnymi/

Warto też mieć na względzie, że wkrótce nastąpi zmiana w przepisach dotycząca zasad rozliczania energii elektrycznej z paneli słonecznych dostarczanych do sieci energetycznej i stamtąd pobieranej – wszystko wskazuje, że na mniej korzystne niż obecnie. To kolejny argument potwierdzający regułę, iż najkorzystniej jest zagospodarowywać prąd z „prywatnej elektrowni” na własne potrzeby. Tym bardziej, że technologie też idą do przodu i już w bardzo bliskiej perspektywie będziemy dysponowali magazynami energii – na wzór powerbanków, którymi przy braku dostępu do sieci doładowujemy smartfony czy laptopy – wówczas zgromadzimy w nich nadwyżki energii np. ze środka dnia gdy nasłonecznienie jest największe, by wieczorem lub nocą „przetankować” prąd do akumulatorów naszego elektrycznego auta czy innego elektromobilnego pojazdu.

Można by wskazać jeszcze wiele argumentów przemawiających za tym, by swoją rolę zmotoryzowanego zamienić na kategorię – elektromobilny, zyskując na tym finansowo, od strony komfortu i wygody oraz solidarnie walcząc o przywrócenie neutralności klimatycznej. Tak wiele zdziałać i zaoszczędzić możemy działając w przekonaniu, że właśnie zaczął się najlepszy czas na kupowanie samochodów elektrycznych.

Zbigniew Biskupski

Foto: Car photo created by frimufilms - www.freepik.com