dom jednorodzinny

Jak niegdyś wszechobecne na wsi i w małych miejscowościach bocianie gniazda wypełnione lokatorami zwiastowały nadejście wiosny, potem "talerze" telewizji satelitarnej witały Polskę w gronie państw Unii Europejskiej, tak teraz pojawiające się równie powszechnie na dachach panele słoneczne zwiastują wiosnę – a najlepiej, by po niej przyszło dojrzałe lato – w przechodzeniu na przyjazne dla Planety źródło energii.

Długo trwało nim chęć posiadania na dachu paneli fotowoltaicznych stała się powszechna. Dopiero gdy pojawiły się dotacje z publicznych pieniędzy, z chętnych na posiadanie własnej „elektrowni” ustawiły się kolejki. Równie długo trwał proces uświadamiania sobie, że wykorzystywanie energii słonecznej tylko do podgrzewania wody – jak to miało miejsce przy pierwszych programach dotacyjnych dla spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych – to mimo wszystko marnotrawstwo. Działać bowiem trzeba nie półśrodkami, ale kompleksowo.

Dziś więc powszechna jest świadomość, że panele słoneczne to najpierw prąd elektryczny, który można wykorzystać i do podgrzewania wody, i do zasilania wszelkich urządzeń. Mniej z kolei popularna, ale na szczęście w trendzie wzrostowym jest wiedza, że w przypadku gospodarstw domowych (i nie tylko) trzeba pójść jeszcze krok dalej i dołożyć do kompletu pompy ciepła. Dopiero bowiem taki zestaw daje możliwości najkorzystniejszego inwestowania w dom bez rachunków za prąd i energię cieplną.

Na szczęście temu dojrzewaniu społeczeństwa do idei budownictwa zeroenergetycznego coraz lepiej towarzyszą programy dotacji ze środków publicznych, za przykład czego może posłużyć rządowe przedsięwzięcie „Mój Prąd”. Obecnie wszyscy zainteresowani fotowoltaiką czekają na trzecią jego edycję. Tym niecierpliwiej, że pula pieniędzy jest określona konkretną kwotą, która zadowoli tylko część chętnych, o czym świadczy choćby to, jak szybko rozeszła się ona w ubiegłym roku na indywidualne dofinansowania w wysokości 5 tys. zł na zakup paneli fotowoltaicznych.

Wiadomo, że dotacje ruszą najwcześniej 1 lipca. Ale prawdopodobnie ta cierpliwość zostanie wynagrodzona z premią. Wynika to z informacji, jakie niedawno przekazał prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Poza terminem ujawnił on, że trzecia edycja programu zostanie sfinansowana ze środków unijnych i będą nią objęte koszty budowy niewielkich instalacji fotowoltaicznych (2 kW - 10 kW), które wnioskodawcy ponieśli od 1 lutego 2020 r. do 31 grudnia 2023 r. Podobnie jak poprzednio, wymogiem będzie podłączenie nowo powstałej instalacji prosumenckiej (na własne potrzeby) do sieci OSD, czyli Operatora Systemu Dystrybucyjnego. Kolejny nabór wniosków ma potrwać do 20 grudnia 2021 roku, ale NFOŚiGW zapowiada, że może on się zakończyć wcześniej w razie dużego zainteresowania.

Absolutną nowością jest jednak to, że podobnie jak w innym programie – „Czyste Powietrze” – tym razem nie będzie „wszystkim po równo”, ale wysokość dotacji może być uzależniona od zakresu inwestycji. Twórcy programu „Mój Prąd” planują bowiem rozszerzenie go o dodatkowe rozwiązania, które pomogą prosumentom w lepszym wykorzystywaniu wytworzonego prądu. Dofinansowanie może więc objąć nie tylko zakup i montaż samych paneli fotowoltaicznych, ale i takich przedsięwzięć jak punkty ładowania dla samochodów elektrycznych, inteligentne systemy zarządzające energią w domu oraz magazyny ciepła lub chłodu.

Jest to więc zdecydowanie krok w stronę lepszego, czyli bardziej uniwersalnego, a zarazem wydajnego wykorzystywania energii słonecznej. Jeśli do tego dodamy środki, które można równolegle uzyskać w ramach programu „Czyste Powietrze” lub Szwedzkiej Dotacji na pompy ciepła, ideę domu bez rachunków uda nam się wcielić w życie łatwiej i szybciej niż kiedykolwiek wcześniej!