popękana ziemia

Od połowy ubiegłego roku mamy w Polsce w miarę regularne opady, na dodatek w wielu regionach bardzo obfite, więc wiele osób wątpi, czy ostrzeżenia o zagrażającej naszemu krajowi suszy to przypadkiem nie klasyczne „austriackie gadanie”. Tymczasem gwałtowność burz i ulew to dowód właśnie na to, że susza klimatyczna postępuje – dowodzi tego tropikalny charakter części opadów.

Rok 2020 obnażył większość problemów wodnych, z jakimi boryka się Polska. Mieliśmy do czynienia z pogłębiającą się trzeci rok z rzędu suszą, będącą następstwem braku opadów śniegu i deszczu, a także wysoką temperaturą w pierwszej połowie roku. Już i tak niskie stany wód powierzchniowych w rzekach, jeziorach i zbiornikach wodnych uległy dalszemu obniżeniu w wyniku wzmożonego parowania. Opady, jeśli nawet występowały, tylko chwilowo podnosiły poziom wód rzecznych powodując wezbranie i tworząc fale powodziowe. Takie zjawiska nie pozwalają odbudować zasobów wodnych, zarówno powierzchniowych, jak i podziemnych.

Po mokrej jesieni, wyjątkowo śnieżnej zimie i deszczowym przedwiośniu, w tym roku obserwujemy znaczną poprawę warunków wilgotności gleby w całym kraju. W większości polskich rzek stany wód wahają się od poziomu niskiego i średniego do wysokiego. Deficyt wody, obserwowany wiosną 2020 roku, szczególnie widoczny na terenach bagiennych, torfowiskach i w lasach łęgowych, w tym sezonie jeszcze nie występuje. To zasługa m.in. najchłodniejszego od 24 lat kwietnia i jednego z najzimniejszych w XXI wieku maja. Niskie temperatury nie sprzyjały parowaniu i woda z opadów oraz topiącego się śniegu mogła być wchłonięta przez grunt. Po ostatnich intensywnych opadach znacznie poprawił się poziom wilgotności w przypowierzchniowej warstwie gleby, jednak w głębszych warstwach nadal występuje deficyt wodny.

Jak tłumaczy Grzegorz Walijewski z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej-PIB, na sezonowe zmiany pogody – w tym niższe temperatury i większe opady śniegu – mogły wpłynąć wydarzenia związane z pandemią koronawirusa Sars-Cov-2. Wielu badawczy wskazuje, że lockdown światowych gospodarek spowodował zmniejszenie ilości produkowanych gazów cieplarnianych i chwilowy spadek ich stężenia w atmosferze. Jednak dopiero analizy trendów w dłuższej perspektywie czasu pokażą, czy zmiany te są trwałe i będą miały odzwierciedlenie w przebiegu warunków klimatycznych na świecie, w Europie i w Polsce

Nie zmienia to faktu, że w 2030 roku ilość dostępnej wody użytkowej w Polsce będzie nawet o 40 proc. niższa od zapotrzebowania na nią (dane World Resources Intitute, raport AQUEDUCT Beta). Już teraz w Polsce na 1 mieszkańca przypada średnio około 1600 m3 zasobów wodnych na rok, a to prawie trzy razy mniej niż średnia zasobów wodnych dla przeciętnego Europejczyka (4500 m3/rok).

Codziennie powinniśmy dbać o przyszłość zasobów wodnych naszej planety. Nawet najmniejsze działania w długoletniej perspektywie i szerokiej skali pozwolą na zaoszczędzenie znacznych ilości wody. Częstsze prysznice zamiast kąpieli jednorazowo oszczędzają nawet 120 litrów. Przy zastosowaniu nowoczesnych baterii prysznicowych możemy mówić o dodatkowej 40-proc. oszczędności na minutę. Podobnie sytuacja wygląda przy instalacji podwójnej spłuczki, zużywającej o 50% wody mniej. Równie ważne jest zakręcanie kranu podczas mycia zębów oraz rezygnacja ze zmywania ręcznego. To prawda, że jak pokazują aktualne reklamy telewizyjne, dzięki myciu naczyń w zmywarce możemy oszczędzić nawet 14 000 litrów wody w ciągu roku, a rezygnując z zakupu zbędnej odzieży – ratować przed wyschnięciem całe jeziora.

Bo to świadoma edukacja, niezbędna także po to, by przeciwdziałać głosicielom opinii, iż susza w Polsce to, jak kto woli, „austriackie gadanie” albo „ strachy na Lachy”.

Zbigniew Biskupski