woda kapiąca z rynny

O litr wody opadowej rzecz idzie tym razem, bo poza smogiem ważnym utrapieniem Polski i Polaków staje się susza klimatyczna. Tymczasem tak jak ubiegłoroczna lekka zima osłabiła nieco naszą czujność przed smogiem – na szczęście osłabiła, ale nie powstrzymała procesu wymiany kopciuchów i montażu paneli fotowoltaicznych – tak obfita w opady najpierw deszczu, a potem śniegu ostatnia zima nadwątliła nasze przekonanie o zagrożeniu suszą.

Tymczasem susza klimatyczna jest procesem, trendem równie trudnym do odwrócenia jak smog. Tak jak likwidacja kotłów węglowych na rzecz zasilanych z odnawialnych źródeł energii może oczyścić atmosferę lokalnie nie rozwiązując problemu regionu, tak susza klimatyczna postępuje nawet, gdy lokalnie występują zalania, podtopienia, a nawet powodzie. Zresztą susza klimatyczna jest jednym ze skutków ocieplenia klimatu, a z tym wiążą się gwałtowne zjawiska atmosferyczne w rodzaju huraganów czy katastrofalnych opadów występujących lokalnie.

Co z tego, że woda pojawi się w ogromnej ilości – często niszczycielskiej – gdy za chwilę sucho jest w rzekach, potokach i studniach? Gdy oszczędzać trzeba choćby wodę na podlewanie ogródków, a w skrajnych przypadkach dowozić z odległych miejscowości wodę pitną…

Tak, cenny jest każdy litr wody, a w przypadku suszy klimatycznej szczególnie. Dlatego także problem gromadzenia i wykorzystywania wody z deszczu zaczyna mieć nie incydentalne, lecz ważne znaczenie.

Teraz zatrzymanie wody deszczowej oraz optymalne jej wykorzystanie jest łatwiejsze dzięki rządowej dotacji. W dniu 22 marca ruszyła akcja dopłat do inwestycji mających na celu zagospodarowanie wody deszczowej. Nieprzypadkowo pod tą datą, bowiem 22 marca obchodzony jest Światowy Dzień Wody. Aktualnie więc wnioski o dotacje do 5 tysięcy złotych na przydomowe instalacje zatrzymujące wody opadowe i roztopowe można składać do wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej.

Jak przy okazji przypomina minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka, dostępność zasobów wody w Polsce jest stosunkowo niska – na jednego mieszkańca przypada ok. 1600 m sześć. wody rocznie, czyli nawet trzykrotnie mniej niż w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Program „Moja Woda” ma pomóc w łagodzeniu skutków suszy w Polsce i ograniczyć zagrożenie powodziowe przez budowę przy domach instalacji zatrzymujących deszczówkę.

To druga edycja programu. Powodzenie ubiegłorocznej przerosło najśmielsze oczekiwania – wartość złożonych wniosków – na ok. 25 tysięcy przydomowych mikroinstalacji – przekroczyła dostępny budżet 100 milionów złotych, a wybudowane ze wsparciem tych środków instalacje pozwalają zatrzymać 1,2 mln m sześć. wody opadowej rocznie.

W tym roku pieniądze są na wsparcie budowy kolejnych 20 tys. mikroinstalacji zbierających wodę opadową.

Warto wiedzieć, że wnioski należy składać do wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej przed zakończeniem realizacji przedsięwzięcia. Z dotacji można pokryć do 80 proc. kosztów przedsięwzięcia, a do dofinansowania kwalifikuje się zakup, montaż, budowa i uruchomienie instalacji pozwalających na zbieranie, retencjonowanie i wykorzystywanie wód opadowych oraz roztopowych na terenie nieruchomości objętej przedsięwzięciem. Dzięki temu wody te nie będą odprowadzane na przykład do kanalizacji bytowo-gospodarczej, kanalizacji deszczowej, rowów odwadniających odprowadzających poza teren nieruchomości, na tereny sąsiadujące, ulice, place itp.

Zatrzymując wodę nie tylko możemy ją wykorzystać do celów gospodarczych, ale odciążamy kanalizację i zmniejszamy ryzyko podtopień powodowanych ulewnymi deszczami. To kolejny przykład, że dzięki naszym działaniom na rzecz klimatu nie tylko ratujemy Planetę, ale przynosimy zyski dla domowych budżetów.