brzeg morza

Wypoczynek nad Bałtykiem kojarzy się z konsumpcją dorsza lub śledzia, smażonego wprost ze świeżego połowu miejscowych rybaków. Kutry jednak coraz rzadziej wypływają w morze, a ich połowy są coraz skromniejsze. Dorsz i śledź bałtycki to gatunki wymierające i samo ograniczenie połowów tego nie zmieni. O tym jak ważny jest to problem niech świadczy fakt, że obecnie na świecie wyginięcie grozi tysiącowi gatunków zwierząt, a w bliskiej perspektywie na liście gatunków zagrożonych znajdzie się milion pozycji! Czy możemy coś z tym zrobić?

Niemal powszechnie już wiadomo, że drugie obok śledzia rybne polskie bogactwo – bałtycki dorsz jest na pograniczu wyginięcia. Jeszcze kilkanaście lat temu mówiło się na zmianę: tani jak dorsz, tani jak śledź. Dziś dorsz to rarytas, a ryby tego gatunku, które kupujemy w sklepach pochodzą bynajmniej nie z naszego morza, ale z Atlantyku. Podobnie zaczyna się zresztą dziać ze śledziem.

Niewiele zmienia fakt, że rządy zaczęły w końcu działać z celu ochrony ekosystemu Morza Bałtyckiego, a w ramach tego działania wprowadzają corocznie zakazy, ograniczenia i limity połowowe. Właśnie zostały one ustanowione na 2021 r. i sądząc po reakcjach organizacji ekologicznych są to w sumie dobre dla ginących gatunków ryb decyzje. Jak komunikują ekolodzy, osiem na dziesięć bałtyckich Całkowitych Dopuszczalnych Połowów na 2021 rok jest zgodnych z doradztwem naukowym. Było to możliwe przede wszystkim dzięki silnemu stanowisku Komisji Europejskiej. Jednakże organizacje podkreślają, że taki rezultat nie wystarcza, aby uratować zagrożone stada dorsza i śledzia w Morzu Bałtyckim oraz samego ekosystemu.

Problem ginącego bałtyckiego dorsza i śledzia to zresztą fragment większego zjawiska zagrożeń dla bioróżnorodności naszej planety.

Według danych Światowego raportu na temat stanu zasobów bioróżnorodności Planety, opublikowanego w 2019r., główne czynniki powodujące utratę bioróżnorodności, to: zmiany klimatyczne, gatunki inwazyjne, nadmierna eksploatacja zasobów naturalnych, zanieczyszczenia i urbanizacja. Raport, nad którym pracowali eksperci z 50 krajów, wskazuje na 75 procent ekosystemów i 1000 gatunków zagrożonych wymarciem. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat ich liczba wzrosnąć ma do miliona.

Dlaczego utrzymanie bioróżnorodności w Polsce i na świecie jest tak ważne? Bioróżnorodność to żywa tkanka budująca naszą planetę, dlatego jej kondycja ma bezpośredni wpływ na jakość naszego życia i dobrostan wszystkich pozostałych mieszkańców Ziemi. Stopniowe ubożenie zasobów różnorodności – wymieranie gatunków i degradacja ekosystemów stanowią zagrożenie dla gospodarki, zasobów żywnościowych, różnorodności także kulturowej, światowego pokoju i bezpieczeństwa.

W przypadku dorsza, śledzia a nawet szprota same ograniczenia w połowach to za mało. Jak twierdzą eksperci, nawet jeśli połowy na wschodnim bałtyckim dorszu zostałyby kompletnie wstrzymane, stado nie odtworzy się przez lata. Samo zaprzestanie połowów to za mało, niezbędne są działania w celu ratowania jego siedlisk, bazy pokarmowej i miejsc dogodnych do rozmnażania.

Ustanawianie limitów połowowych odgrywa niewielką, acz ważną rolę w tym procesie. Ministrowie ds. rybołówstwa UE muszą brać pod uwagę w swoich decyzjach zarówno względy środowiskowe, jak i te dotyczące zmiany klimatu, a także znacząco wzmocnić kontrolę rybołówstwa, aby zapewnić, że obowiązujące prawo i zasady są respektowane.

A co możemy zrobić my sami – wszak konsumpcja ryb, w tym morskich jest dla naszego zdrowia ważna i rekomendowana przez wszelkich dietetyków. Nie musimy – i nie powinniśmy – rezygnować od razu całkowicie z kupna ryb czy owoców morza. Wystarczy robić ro świadomie, a mianowicie nie kupować tych gatunków, których grozi wyginięcie; jeśli przestaniemy robić to masowo, rybacy nie mając na nie zbytu przestaną je łowić nawet w tych akwenach, które nie są objęte zakazami czy limitami.

No tak, ale skąd wiedzieć, które to gatunki? Sprawa jest z reguły prosta – wystarczy kupować ryby i owoce morza, które mają certyfikaty, iż są bezpieczne dla ekosystemu. Zazwyczaj są one w kolorze zielonym lub żółtym. Zielone, informują, iż ich populacje są bezpieczne i nie zagraża im wyginięcie. Żółte, że gatunki te nie są bezpośrednio zagrożone wyginięciem, ale ich połowy lub hodowla szkodzą środowisku. Lepiej ogranicz ich spożycie.

Zamiast więc dorsza czy śledzia bałtyckiego kupujmy te z zielonym znaczkiem – dowodzi on, iż pochodzą one z Morza Północnego. To samo dotyczy makreli czy szprota. Są równie smaczne co bałtyckie a wybierając je damy korzyść - jak to prawie zawsze w przypadku wyborów ekologicznych bywa - i dla środowiska, i dla własnej kieszeni, bo są też dużo tańsze od bałtyckich!

Zbigniew Biskupski