pudełko z jedzeniem

Zbliżająca się szybko Wielkanoc, podobnie wcześniejsze święta i uroczystości od marca 2020 roku zapowiada się mniej niż przed pandemią rodzinnie, bardziej samotne. Niezmienna jest tylko ilość potraw na naszych stołach, a w konsekwencji – duża ilość żywności na zmarnowanie. To zła wiadomość dla naszej planety. Równie zła, jak pofolgowanie sobie w opychaniu się smakołykami, w konsekwencji czego wiele osób podejmuje postanowienie o odchudzaniu się. A może by tak połączyć je z odchudzaniem planety z dwutlenku węgla, którego nadmiar coraz bardziej ociepla nam klimat?

Można indywidualnie, można włączając się w światową inicjatywę Too Good To Go, która swoje działania łączy umownym hasłem: dieta dla planety. Główną ideą jest właśnie walka z marnowaniem żywności oraz zmiany w naszych dietach, które nam poprawiają zdrowie a poprzez wybór do indywidualnej diety większej ilości produktów o mniejszym śladzie węglowym dobrze służą walce z ociepleniem klimatu.

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że niemarnowanie jedzenia to najszybszy, najprostszy i najskuteczniejszy indywidualny sposób na walkę z globalnym ociepleniem będącym efektem nadmiernej emisji gazów. Rachunek jest prosty – każdy kilogram jedzenia, które nie trafi na śmietnik to o aż 2,5 kg mniejsza emisja szkodliwych substancji wpływających na ocieplenie klimatu. I to jest przepis na dietę dla planety serwowany w ramach Too Good To Go. W jego ramach używane jest pojęcie CO₂e.

Czym jest CO₂e? To ekwiwalent emisji CO₂ związany z produkcją jedzenia, czyli koszt jaki ponosi planeta w procesie produkcji. Zawiera w sobie emisje CO₂ pochodzące z transportu, zużytej energii elektrycznej, procesu pakowania, metan z hodowli bydła i przetwórstwa nabiału, upraw ryżu czy zmarnowanych w łańcuchu dostaw produktów, N₂O stosowany jako przedłużający świeżość dodatek do żywności i azot stanowiący podstawę nawozów, czy wreszcie gazy fluorowane wykorzystywane w chłodnictwie.

Dietę przyjazną planecie możemy zatem określić zestawem działań i przemyślanej odpowiedzi na szybko postępujące zmiany w przyrodzie, wywołane działalnością człowieka. Zanim produkt spożywczy trafi na nasz talerz, musi pokonać długą drogę – od pozyskania z natury, przez proces przetwórczy, magazynowanie, aż po dystrybucję do punktów sprzedaży. Na poszczególnych etapach tej podróży, produkcja żywności pozostawia po sobie szkodliwy dla środowiska ślad węglowy i wpływa na emisję gazów cieplarnianych do atmosfery. Dlatego tak istotne jest wybieranie produktów lokalnych i sezonowych, które są dla nas dostępne bez konieczności sprowadzania ich z zagranicy. W ten sposób wyeliminujemy konieczność transportu i związanych z nim zanieczyszczeń środowiska. Warto świadomie decydować się na produkty, których wytworzenie emituje jak najmniej gazów cieplarnianych.

Co najważniejsze, podejmując się diety dla planety nie musimy z niczego rezygnować. Można jeść wszystko, na co się ma ochotę. Wystarczy, że dokonując codziennych wyborów zwrócimy uwagę na powyższe aspekty. Tym samym wypracujemy nawyki, które staną się naszym nowym sposobem myślenia o odżywianiu się i pozwolą realnie wpłynąć na poprawę stanu środowiska, w którym żyjemy.

Dobrą praktyką jest również planowanie posiłków z góry poprzez sporządzanie konkretnej listy zakupów – po to, by nie kupować ilości nie do przejedzenia. Innym sposobem na niemarnowanie jest maksymalnie wykorzystywanie wszystkich jadalnych części produktów. Ważne jest dobre gospodarowanie jedzeniem – przerabianie go oraz oddawanie, jeżeli wystąpią nadwyżki. Zanim sięgniemy po coś nowego, zastanówmy się czy możemy przyrządzić posiłek z tego, co już mamy lub uratować jakieś pożywienie przed wyrzuceniem.

Jeśli będziemy zjadać wszystko to, co kupujemy – wówczas ilość produkowanej żywności zmniejszy się, proporcjonalnie do naszych potrzeb. W ten sposób można nie tylko odchudzić planetę ze zbędnych kilogramów CO2e, ale też oszczędzić takie zasoby, jak grunty, energia, paliwo, czy woda. Jeśli każdy z nas ograniczy wyrzucanie jedzenia do niezbędnego minimum, będziemy mogli mieć pewność, że nie zostały one wykorzystane na próżno.

Ci którzy chcieliby pójść krok dalej mogą zdecydować się na klimatarianizm, czyli bardziej restrykcyjną wersję diety dla planety. Tutaj oprócz świadomości wpływu jedzenia na środowisko i działaniom na rzecz odwrócenia zmian wywołanych globalnym ociepleniem towarzyszą konkretne wybory konsumenckie. Klimatarianie nie tylko zwracają uwagę na ślad węglowy, lokalne produkty, ale na ich talerzach znajdują się głównie owoce i warzywa.

Wciąż jest dobry czas na postanowienia noworoczne lub na ich korektę; jeśli więc widać, że nic nie wyjdzie z danej sobie obietnicy odchudzania, zastępczo – na dobry początek –może warto „przejść” choćby na dietę dla planety, choćby tylko ograniczając marnotrawstwo żywności. Nie wymaga to wielkiego wysiłku, a wiele może znaczyć dla planety i… naszego portfela!