rodzina w sypialni

Zielony Ład, który ma na naszym kontynencie być zaprowadzany w najbliższych latach bez wątpienia pokaże całą siłę pomp ciepła i paneli fotowoltaicznych. Nie tylko w naszych domach czy budynkach użyteczności publicznej, ale w całej gospodarce. Wiadomo już ponad wszelką wątpliwość, że by osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 roku trzeba dokonać elektryfikacji wielu dziedzin naszego życia, a budownictwo to tylko najbardziej spektakularny fragment Green Deal.

Powszechna elektryfikacja zwiększy zapotrzebowanie na energię elektryczną, a by całe przedsięwzięcie miało sens, musi być ona produkowana przez odnawialne źródła. Ale to nie wystarczy – trzeba będzie wykorzystać wszystkie rezerwy. Dla przykładu funkcje chłodzenia pomp ciepła mogą być wykorzystane m.in. do chłodzenia centrów danych, maszyn produkcyjnych czy supermarketów. Odzyskany w ten sposób nadmiar ciepła, odprowadzany do sieci ciepłowniczej, mógłby np. ogrzewać budynki. Umożliwiłoby to redukcję całkowitej emisji CO2 w sektorze energii, transportu, infrastruktury i przemysłu o 68 proc. do 2050 roku – wynika z raportu firmy badawczej BloombergNEF (BNEF), przygotowanego we współpracy z Eaton i Statkraft.

Nie będzie to jednak łatwe, bo dostępne aktualnie moce energetyki pokrywają zaledwie w 10 proc. zapotrzebowania w tych sektorach. „Do ich transformacji konieczne jest m.in. maksymalne zwiększenie liczby wykorzystywanych samochodów elektrycznych i powszechne przejście na elektryczne systemy ogrzewania, takie jak pompy ciepła” – wskazują autorzy raportu.

Z wyliczeń ekspertów wynika, że elektryfikacja transportu, przemysłu i budownictwa spowoduje, że system energetyczny będzie potrzebował nawet o 75 proc. więcej mocy wytwórczych. Aby było to korzystne dla klimatu, dodatkowy popyt powinien być zaspokajany z czystej energii wiatrowej i słonecznej. Konieczna jest więc także rozbudowa i wzmocnienie sieci energetycznej tak, żeby mogła poradzić sobie z większymi ilościami energii ze źródeł odnawialnych oraz zapewnić możliwość jej magazynowania.

Ponadto dostawcy energii będą musieli oferować bardziej elastyczne taryfy oraz zachęcać do inwestowania w dynamiczne ładowarki elektryczne, inteligentne systemy grzewcze, liczniki czy koncentratory reagujące na zmiany cen i zapotrzebowania na energię.

Na tym nie koniec. W komentarzach do badania wskazuje się, że rządy poszczególnych krajów powinny jeszcze mocniej wspierać projekty elektryfikacji, a przede wszystkim w zaprowadzanie zielonego ładu angażować samych odbiorców energii i społeczeństwo, motywując na wszelkie sposoby do ograniczania emisji generowanej z ogrzewania budynków.

Rozwiązania i projekty związane z OZE czy magazynowaniem energii muszą być opłacalne dla konsumentów – dawać korzyść w postaci mniejszych wydatków na eksploatację domów czy mieszkań, a przedsiębiorcom umożliwiać zwrot z inwestycji.

Tylko w ten sposób firmy i konsumenci przekonają się do zaprowadzania Green Deal na tyle szybko, by proces ten od razu nabrał odpowiedniej dynamiki. Choć bowiem wydaje się, że perspektywa 2050 jest abstrakcyjna i odległa, to czas płynie nieubłaganie – podobnie jak zachodzą zjawiska w przyrodzie, z których wiele niemal z dnia na dzień ma szkodliwe dla nas, coraz trudniejsze do odwrócenia efekty…

Zbigniew Biskupski